WIĘŹ ROZDZIAŁ 7

WIĘŹ ROZDZIAŁ 7







Poszłyśmy do kafejki zjeść śniadanie, gdy nagle podeszła do nas pewna osoba, była to nie wysoka kobieta, wyglądała na miłą, nazywała się Angelica Bloom.
- cześć, to wy jesteście Meja i Paulina?
- tak, a kto pyta?
- jestem Angelica Bloom, Thomas Moorland jest moim dalekim kuzynem i opowiadał mi o was dużo jak i o waszej wyprawie...
- mam nadzieję że nie wszyscy o tym wiedzą..
- nie, spokojnie nikt o tym w Srebrnej Polanie nie mówi, chciałabym wam pomóc,
- byłybyśmy bardzo wdzięczne, a w jaki sposób?
- widziałam wczoraj wieczorem auto jadące z koniem bardzo podobnym do Galii a nawet wyglądającym jak Galia, jechali na jakąś odległą wyspę,
Podała nam miejsce i numer rejestracyjny, auta a my jej podziękowałyśmy z jakieś 3 razy i pobiegłyśmy czym prędzej do stajni, gdzie zasiadłyśmy konie i pognałyśmy w nieznany ląd.

✱✱✱

Znalazłyśmy nie daleko podwózkę o numerze rejestracyjnym JV 5378K2.
- tak, to ten, wszystko się zgadza,
- o ile to nie puapka....
Wsiadłyśmy do niebieskiej łodzi przymocowanej do lądu, i popłynęłyśmy pod nieznany nam adres. Znalazłyśmy się w siedzibie DARK-CORE, była ona ogromna, wielo piętrowa i roiło się w niej od pracowników tej dziwnej firmy, co ja tu robię? - pomyślałam sobie, jestem tutaj tylko na obozie a właśnie ratuję konia przed jakimiś gburami, czy to żart? Wysiadłam z łodzi a Paulina w niej została by nam nie odpłynęła ani nikt jej nie zabrał. Wchodziłam powoli po schodkach tak by nikt mnie z nich nie zauważył, a jak słyszałam zbliżające się kroki ciężkich stóp, chowałam su za skrzyniami. Gdy nagle doszła do mojego miejsca bardzo ciekawa rozmowa.
- ej, pamiętajcie, jutro spotykamy się z tym koniem w Jodłowym Gaju i dokańczamy tą klacz do jej ostatniej sekundy.
Zamurowało mnie, oni mówili o mojej Galii...
Gdy wsiadałam do łodzi Paulina mnie pytała o różne rzeczy ale nie byłam wstanie przez szok na nie odpowiedzieć. Opowiedziałam jej wszystko jak wróciłyśmy na obiad. Szukałyśmy i pytałyśmy wszędzie o Angelicę ale nikt jej nie widział, więc spakowałyśmy się i pomimo zmęczenia ciągłymi wyjazdami z miasta do miasta pojechałyśmy do Jodłowego Gaju, miałyśmy wrażenie jakby ktoś tym wszystkim kierował, jakby ktoś o wszystkim wiedział i jakby nas wysyłał i się bawił naszym ciągłym nie powodzeniem. 

✱✱✱

Zatrzymałyśmy się na noc w uroczej wiosce, a z rana czekałyśmy przy bramie i nasłuchiwałyśmy silnika.
Była 17:46, byłyśmy zmęczone nasłuchiwaniem, już zamierzałyśmy się zbierać gdy Paula nagle usłyszała warkot silnika i ciche rżenie złego, zmęczonego konia. Ruszyłyśmy za nim natychmiast...

Mam nadzieję że post ci się spodobał i zapraszam cię do następnego, cześć! 
(I przepraszam że taki krórtki..)
Meja💜


















































Komentarze