WIĘŹ ROZDZIAŁ 6
WIĘŹ ROZDZIAŁ 6
Pod wieczór usiadłam do komputera i wpisałam w Jorvikpedię coś więcej na temat tej tajemniczej dziewczyny, która nas wczoraj obserwowała do końca naszego pobytu w stajni przy Aragonie.
Niewiele zdołałam się o niej dowiedzieć ale sukcesem było to, że udało mi się przynajmniej znaleść jej zdjęcie. Czytałam właśnie post na blogu naszej stajni sprzed paru lat o mistrzostwach w jakich brała udział, ale słuch o niej od tamtego czasu zaginął, prawdopodobnie zrezygnowała z jeździectwa.
Próbowałam znaleźć coś więcej ale moją uwagę skupił na sobie Kobi. Jest to szary dachowiec którego niedawno całkowitym przypadkiem płynąc promem aby coś przekazać od Hermana Administratorowi, zaadoptowałam ze schroniska w Forcie Pinta. Z charakteru to zadziwiająco ufny, kochany i uroczy kocurek, z ciężką przeszłością, którą przeżył z niegodnymi go, poprzednimi właścicielami. Zmęczona zamknęłam komputer i położyłam się spać, w końcu jutro wielki dzień dla całej wyspy "Wyprawie Światła".
Próbowałam znaleźć coś więcej ale moją uwagę skupił na sobie Kobi. Jest to szary dachowiec którego niedawno całkowitym przypadkiem płynąc promem aby coś przekazać od Hermana Administratorowi, zaadoptowałam ze schroniska w Forcie Pinta. Z charakteru to zadziwiająco ufny, kochany i uroczy kocurek, z ciężką przeszłością, którą przeżył z niegodnymi go, poprzednimi właścicielami. Zmęczona zamknęłam komputer i położyłam się spać, w końcu jutro wielki dzień dla całej wyspy "Wyprawie Światła".
✱✱✱
Zerwałam dzisiaj noc. Obudziłam się przez coś na zasadzie wizji. Nie bardzo jej rozumiem...
Byłam na niej ja z Pauliną podczas co rocznej tradycji Jorviku. Nie jestem w stanie stwierdzić co dokładnie widziałam ale nie było to nic co zapowiadało coś dobrego.
Poszłam spać dalej, i przez nieprzespaną noc prawie bym zaspała na śniadanie. Szybko się ubrałam i wyszykowałam i ile sił w nogach popędziłam do sali jadalnej. Po drodze zatrzymał mnie powitalny głos Hermana.
- Meja, gdzie tak pędzisz? - zaśmiał się, bo nigdy się nie spóźniałam.
- Hahah, zabawne. Miałam ciężką noc.
- W porządku. Mam dla ciebie dobre wieści. - Jego uśmiech zaczął rosnąć aż do nie możliwych rozmiarów. - Rozmawiałem wczoraj wieczorem z twoimi rodzicami, i zgadnij co? Zgodzili się żebyś została na Jorviku do końca sierpnia.
- Na prawdę?! O matko, to fantastycznie! - Zaczęłam skakać z radości i uścisnęłam mocno Hermana. - Dziękuję. - Szepnęłam mu do ucha i popędziłam czym prędzej na stołówkę podzielić się tą nowiną z przyjaciółką.
✱✱✱
Nadeszła wreszcie tak oczekiwana przeze mnie chwila. "Wyprawa Światła", czyli moment na który najbardziej czekałam. Stałyśmy już z dziewczynami gotowe na przygodę w stajni złotych liści, oraz na przyjście Hermana by któraś z nas mogła usłyszeć legendarny szept Aideen, oczywiście jak wszystkim obozowiczkom jest wiadomo będzie to Ida. Herman stanął na najwyższym wzniesieniu przy stajni, klasnął w ręce i przywitał wszystkich swoim rozpromienionym głosem.
- Witam wszystkich zgromadzonych na corocznej Wyprawie Światła, przy której nie tylko można się zintegrować, ale także poszerzyć swoją więź między sobą a koniem. - Mówiąc to dziwnie na mnie spojrzał.
- Jesteśmy tu także po to aby oddać cześć Aideen. Bogini Jorviku, która swoje pierwsze kroki na tej wyspie postawiła właśnie wzdłuż tej trasy. A więc wsiadać na konie i ruszamy!
Przypomniała mi się właśnie moja poranna wizja i nie byłam pewna czy aby napewno chcę przemierzyć tą trasę.
- Herman? - podeszłam do opiekuna, musiałam mu o tym powiedzieć. Z niewiadomych mi powodów ufałam mu.
- Tak Meja? Jak się ma Aragon?
- Z Aragonem świetnie, tak myślę. Chodzi o coś innego.
- Zatem zamieniam się w słuch.
- Miałam dzisiaj w nocy wizję. Widziałam tam coś strasznego, nieopisywalnego, nie jestem pewna czy chcę brać udział w tej paradzie...
- Nie ma się czego obawiać. Jest z tobą Aragon.
- Naprawdę? Mam powierzyć swoje życie koniu którego znam zaledwie parę tygodni? Ja wiem Aragon jest drugą częścią mnie, mojej duszy, ale proszę cię Herman...
- Meja, jeszcze dużo o nim nie wiesz, prawda? - Poklepał mnie po ramieniu i podszedł powoli do innych organizatorów wędrówki.
Czyli jestem zdana na siebie! - krzyczałam do siebie na głos. - Ej słyszałem to! - Usłyszałam znany mi głos w myślach ale nie byłam w stanie zrozumieć jakim cudem jakiś inny głos mówi do mnie w mojej głowie. - Co? Kto to powiedział? Czyli co, teraz mam schizofrenię! - Uspokój się, Meja. - Głos się powtórzył ponownie - Co do... - Odwróć się. Trochę się przeraziłam, w końcu nigdy przedtem nic takiego mi się nie przydarzało... Zaczęłam się delikatnie odwracać i poczułam na szyi nagły wydech powietrza czegoś bardzo dużego.
- Czego się tak cykasz Meja? - Podeszła jak zwykle w najlepszym momencie Ida.
- Tak się składa...
- Nie kończ. Wiem, że życzysz mi powodzenia.
- Dokładnie, wyjęłaś mi to z ust. - Powiedziałam to z taką ironią w głosie z jaką jeszcze nigdy nie zdażyło mi się mówić. Nie wiedziałam, że Ida traktuje to tak na poważnie jak jakieś mistrzostwa...
- Szkoda, że Aragon znalazł sobie tak beznadziejnego dżokeja...
- Mhm...
- No dobrze. Pa koniku. - Kiwnęła pożegnalnie głową do Aragona, nie zdawałam sobie z tego sprawy, że on przez cały czas mógł słuchać moje myśli, i do tego w nich mówić... - Połamania nóg ofiaro losu.
- Spojrzała na mnie tym najbardziej wrednym spojrzeniem na jakie było ją stać i z gracją wreszcie opuściła nasze towarzystwo.
Aragon ty... - Pomyślałam z niedowierzaniem o sytuacji która się właśnie wydarzyła. - Tak, Meja.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
Mam nadzieję że post ci się spodobał, wiem trochę był za krótki ale obiecuję że nie długo będzie naprawdę dużo się działo, więc do zobaczenia i cześć!
Meja♡ 2.04.2020



Komentarze
Prześlij komentarz