WIĘŹ ROZDZIAŁ 5
WIĘŹ ROZDZIAŁ 5
Minął tydzień od ostatniego wypadku i widocznie nie był aż taki poważny na jaki wyglądał, ponieważ lekarze stwierdzili, że mogę już wrócić do stajni ale niestety nie mogłam jeszcze jeździć. Zdziwiłam się i zarazem byłam wdzięczna Hermanowi, że mój tata nie przyjechał i, że jeszcze tu jestem. Noga jeszcze trochę mnie bolała kiedy chodziłam, ale nie przeszkadzało mi to by zajmować się końmi oraz innymi obowiązkami z nimi związanymi. Po południu przyjechała nowa grupa dziewcząt, z którymi zostałam poproszona przez instruktorów bym zrobiła z jedną z nich ćwiczenia na ląży. Nie było bardzo źle, bo nawet podobało mi się to jak dziewczynki prosiły mnie o pomoc w rzeczach dla mnie łatwych, ale w głębi serca wolałam siedzieć właśnie na grzbiecie mojego wierzchowca.
✱✱✱
Gdy wyczyściłam konie, podbiegłam do pokoju w tempie takim na jaki pozwalała mi noga, by się wykąpać i przebrać w świeże ubrania, które po wypadku poprosiłam Paulinę aby zaniosła do pralni w Jarlaheim, i popędziłam na lekcję. Miałam zajęcia z dziewczyną, która była prawdopodobnie niewiele ode mnie starsza, i z tego co się podczas rozmowy dowiedziałam, kiedy pomagałam jej osiodłać wierzchowca, mieszka w miasteczku Srebrnej Polany. Miała na imię Margo, i kiedy jeszcze chwilkę gawędziłyśmy przy stępie, okazało się, że gra na gitarze elektrycznej w mojej ulubionej kapeli, w której od zawsze chciałam robić to co ona, takie marzenie.
- A na czym grasz, tak z ciekawości. - Zadała mi pytanie gdy już byłyśmy przy ostatnim okrężeniu.
- Już możesz przejść na kłus, jeśli jesteś gotowa, pamiętasz jak zacząć? - Wydałam jej szybko polecenie.
- Jasne, że pamiętam.
- Wiesz, to zależy. Głównie gram na pianinie, ale skrzypce też wchodzą w grę. - Kiedy zauważyłam, że Margo wykonała ćwiczenie dobrze, odpowiedziałam jej na zadane wcześniej mi pytanie.
- Naprawdę grasz na skrzypcach?
- Ta, ale skup się na jeździe, dobrze? - Zaśmiałam się cicho pod nosem. Ostatnio zauważyłam, że większość mieszkańców Jorviku wydają się być bardzo miłymi ludźmi, będzie mi ich brakowało jak wrócę do domu, ale do czego w końcu służy telefon.
✱✱✱
Po całym dniu ciężkiej pracy weszłyśmy z Pauliną do stajni na wyczekiwaną przeze mnie przez już dość dłuższy czas wizytę z Aragonem. Gdy podeszłam do boksu, ogier zarżał cicho z radości a ja klepiąc go po szyi dałam mu parę jego ulubionych przysmaków. Cieszyłam się na to spotkanie jak nigdy dotąd, bez Aragona czułam się jakby brakowało jakiejś najważniejszej części mnie.
- Hahah, też za tobą tęskniłam. - zaśmiałam się i pogłaskałam konia po łbie.
Do stajni weszła właśnie dziewczyna mniej więcej w naszym wieku, ale raczej nie wyglądała na obozowiczkę. Miała ona czarne włosy związane w wysoką kitkę, zielone oczy oraz miała na sobie granatową lekko rozpiętą od góry koszulę, czarne bryczesy i wysokie kozaki o tym samym kolorze. Aragon nie wydawał się zbytnio zadowolony i zainteresowany jej wizytą, wręcz widziałam w jego ślepiach jakby nienawiść...
CIĄG DALSZY NASTĄPI....
Historia jest na podstawie gry starstableonline 24.03.2020
Meja♡


Komentarze
Prześlij komentarz